Strona:Helena Mniszek - Verte T.2.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rączki wyciągają się do babki, a pani Urszula z rozkosznym; uśmiechem rozdaje łakocie.
— A czy Tomek nie wrócił?.. — pyta stary Burba.
— Jeszcze nie, nawet Elżunia niespokojna.
Elża Burbina zajęta bardzo gospodarstwem, krząta się od śpiżarni do piwnicy, od kuchni do dziecinnego pokoju, pochylona nad kołyską niemowlęcia, lula je cichym śpiewem i znowu biegnie, bo tyle jest roboty jeszcze. Chleb się dziś rozczynia, trzeba na jutro rano dla czeladzi wydać śniadanie, bieliznę zliczyć do prania, a jeszcze to i owo się znajdzie. Tomek zaraz wróci z polowania, trzeba żeby wieczerza była dobra i obfita, a potym przy lampie i płonącym kominie odpoczynek dla nóg, ale z robotą w ręku. Trzeba skończyć ten serdaczek włóczkowy dla Urszulki i pończoszka Cezarka pocerować, bo strasznie malec drze.
Wtem Elża słyszy jakieś tony melodyjne, płyną, jak fale. Ach, to Uniewicz gra. Elża wspina się na podmurówkę domu i patrzy, słucha. Nokturn Chopina.
Jak ten Uniewicz ładnie gra. Pan Cezary słucha w fotelu, z rękoma na piersiach splecionemi. Nie, pan Cezary czyta wszakże w jadalni, a ona wspina się do okna, by zajrzeć... to tak niegdyś bywało, kiedyś na wiosnę — dawno, dawno, jeszcze była Gorską. Dziś znowu ta muzyka. Elża Burbina cicho wchodzi do salonu.
Uniewicz gra zamyślony, a klawisze łkają pod jego palcami, Skąd tyle smutku w tym nocturnie?.. jak te akordy grobowo brzmią... Kobieta znowu ucieka z salonu, bo trzeba dziecku proszek dać, chore dziś trochę, grymasi. Ach, ten Uniewicz, czemu on tak gra! Ta muzyka rozbrzmiewa po całym domu, grają zda się ściany, w szumie wiatru za oknami jęczą te akordy nocturnu. W kołysce dziecko płacze.
— Pewnie będą ząbki — mówi stara Burbina.
— Przessało się — twierdzi poważnie Jasiowa.
Elża biegnie znowu do salonu, bo dur jakiś ją ogarnia z powodu tej muzyki Uniewicza. Słucha jak baśni, zamyka oczy i słucha. Złoty, złoty sen płynie na fali błękitnej i tak cudownie promienieje, a Uniewicz gra, gra, gra, ściany grają, klamki grają, grają szyby i walą akordy w wichrze za oknem. Czy to wicher boru, czy wiązów?.. Boże, tak szumią morskie fale z oddali... Czy to szum boru, czy morza?.. Kiedy ja to słyszałam, kiedy takie same zadawałam sobie pytania?.. A fale szumią, szumią...
Elża ocknęła się.
Nie, to nasze wiązy. Wichura, zawieja będzie a Tomek nie wraca, wieczerza się przestoi. Trzeba dla Tomka starki przygotować, pewno zmarznie na tym polowaniu. Czas już dzieci kłaść spać. A Uniewicz wciąż gra. Cicha melodja ogarnęła dwór cały, Wszystko gra. Elża znowu, jak lunatyczka, idzie do źródła tej muzyki. Nie, nie pójdzie tam, tam wizje, widma, złoty sen promienny płynie na rozhuśtanej fali Śródziemnego morza. A za nim