Strona:Helena Mniszek - Verte T.2.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tomasza, że, idąc do swego cudu, niosłam tamtemu truciznę. Więc powtarzam, że każda karta największego szczęścia zaopatrzoną jest u dołu w jakieś tajemne a fatalistyczne — „Verte“.
Po śniadaniu Elża w gabinecie męża przeglądała pocztę.
— Czy nie było, Arti, dzisiejszej gazety...
— Nie — odrzekł krótko zaczytany.
— To dziwne, przychodzi zawsze tak systematycznie.
— Czasem ginie. Posłuchaj, nowe zwycięstwo naszej floty;: tylko jeden krążownik poszedł na dno.
— Ciekawam, czemu gazeta nie przyszła.
— Elly, słuchaj, pisze mi Ashley, abym powrócił do dyplomacji, gdzie mam stanowisko zapewnione i duże awanse.
— A ty, Arti, jaki masz zamiar? — z lękiem spytała Elża.
— Dyplomacja mi się podoba; pływałem na pancerniku przeszło trzy lata, których nie zaliczam do miłych w moim życiu, jakkolwiek zawód marynarza porywa mnie.
Elża, stojąc przy fotelu męża, usiadła na poręczy i położyła głowę na ramieniu Artura.
— Czy to z mego powodu, Arti, te trzy lata miłemi nie były?
— A jak sądzisz... z czyjego?.. Co?..
— Może margrabina de Leguée?..
— A... może...
— Arti, ona jest bardzo piękna, prawda?..
— Nadzwyczajnie. Zdumiewająco. Per Bacco!
— Śmiejesz się tak tygrysio i taką masz szatańską minę, że nie wiem, czy szydzisz, czy mówisz prawdę. Miałeś z nią bliskie stosunki, ona cię kocha, to dobrze, ale już teraz o niej nie myślisz... prawda?
— Och, no, zdaje się, że o niej nigdy nie myślałem w calem tego słowa znaczeniu. Czy sądzisz, Elly, że to możliwe?.. Usuńmy ją na bok, dziecko. Mam wrażenie, że jesteś zadowolona, że porzucam marynarkę. Czy tak?..
— Gdybyś był kapitanem, musiałbyś mnie opuścić, bo nie zabrałbyś mnie z sobą na pancernik. My obie z mamą w Wedeware tęskniłybyśmy za tobą. A teraz będziemy razem. W Londynie, czy w Paryżu?..
— W Londynie.
— Wybornie, a tymczasem, kiedy jedziemy po mamę do Hawru?
— W końcu kwietnia mama opuszcza Niceę.
Odłożył Timesa i, obcinając cygaro, mówił:
— Jestem szczęśliwy, Elly, że tak przylgnęłyście do siebie mamą. Matka cię kocha jak córkę, za którą zawsze tęskniła, ty zaś jesteś dla niej taka słodka. Rozrzewnia mnie wasz stosunek.
— Kocham ją, bo jest twoją matką, Arti, a przytem to kobieta o dużej kulturze umysłowej, głębokiej inteligencji i ma złote serce. Ona musi być kochaną, nawet uwielbianą.