Strona:Helena Mniszek - Pluton i Persefona.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

HEFAJSTOS.
Wszak nie zwalą mnie z Olimpu raz wtóry, bym i drugą wybił nogę. Hera ze mną trzyma, to nabytek wielki.
ARES.
Zeus dziwnie zamyślony, nektaru nie pije... Coś obmyśla, jątrzy w sobie, może wojnę Plutonowi wydać chce! Cóżby to za walki były! A!... na Tytany i Centaury, niebezpieczne to zapasy!
HEFAJSTOS (zjadliwie).
Hej, Aresie, dawaj nura, póki jeszcze czas! Zniewieściałeś przy mej żonie... bo to... te... tam... morskie piany... he!... he!... nie zaostrzą włóczni twej. Stępią... stępią... każdą broń. Zniedołężniejesz, koleżko miły mój! Ehe...
ARES (surowo).
Ostrzyć broni mej nie będziesz, zbrojokujco. Gdy Plutona zaś pokonam i odbiję Persefonę, wtedy z tobą walkę stoczę, za obelgę twą bezczelną.
HEFAJSTOS (kpiąco).
Dopiero wtedy... he!... he!... mogę przeto spać spokojnie, bom bezpieczny, jako dziecię w łonie matki.
ARES (z okrzykiem).
Hefajstosie!... (pochyla włócznię).