Strona:Helena Mniszek - Gehenna T. 2.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nym i... teraz jest w odpowiednich ramach.
— Mnie się ona nie podoba dużo więcej niż dawniej. Sądzę, że gdyby Jan widział ją tu na miejscu, nie puściłby ciebie do niej.
Andzia zerwała się z kanapy. Prawie groźnie spojrzała na Ewelinę. Rzekła wzburzona, głosem zdławionym.
— Znowu Jan?! Proszę mnie nim nie prześladować. Przyjechałam tu z własnej woli, nie żądając od niego pozwolenia.
Krokiem płynnym, szybko poszła do wyjścia. Ewelina przestraszona jej wybuchem podążyła za nią.
Minęły nieznajomego z Vintimilli, który bacznie przeprowadził je wzrokiem. Gdy wsiadały do powozu, panna Ewelina z przerażeniem ujrzała na rzęsach Andzi, wielkie, ciężkie łzy.