Strona:Helena Mniszek - Gehenna T. 2.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Och, mój mąż? Nie, on jest obecnie... bo ja wiem gdzie! na morzu, w Paryżu, w Krymie... Tout court... w świecie.
Nie spowiada mi się ze swych eskapad, za co mu jestem wdzięczną, bo i ja nie potrzebuję zdawać mu raportów ze swych czynności. Daliśmy sobie oboje carte blanche, to ułatwia życie stokroć lepiej niż wszelkie sakramentalne przysięgi wierności małżeńskich, posłuszeństwa i tem podobnych banialuk. Tak praktyczniej i wygodniej.
— A jednak przysięgałaś Loro — rzekła panna Ewelina mocno zgorszona.
— Ją?... Nie, droga pani! Myśmy wzięli ślub cywilny u mera, ani ja ani... Nordica nie pragnęliśmy zupełnie ceremonji klerykalnych. Ach, nie miejcież moje drogie takich min zdumionych, bo was tu wezmą za jakieś kwakierki, będą myśleli, że przyjechałyście mnie nawracać. Ha, ha, ha! A propos! Kiedyż naznaczony ślub, Hańdziu?...
— Czyj ślub?...
— No twój... z Jasiem.
Tarłówna zbladła strasznie, zaćmiło się jej w oczach, sala zaczęła drżeć w posadach, ludzie kręcili się w kółko, doznała uczucia, że całe Kasyno wraz z nią dostało pomieszania zmysłów.
— Nie.... wiem — wyjąknęła.
Ale Lora już nie uważała na nią. Podszedł do pięknej pani mężczyzna stary już, lecz pełen pretensji w całej postaci, niedwuznacznie trzęsący się na tabetycznych nogach. Przez szkła na nosie zlustrował pobieżnie Tarłównę i przemówił do Lory po francusku.
— Może pani pozwoli, przy drugim stole „trent‘a“, idzie pyszna serja „couleur‘u “... olbrzymie stawki, zanotowałem już 6 razy.
Pokazał Lorce kartkę z punktami kolorowemi, które długą szpilką przekłuwał z namaszczeniem.
Lora wstała.
— Przepraszam was na chwilę. A, pardon, Duc d‘Escars, ma cousine mademoiselle Anne dé Tarło, madame Niemojska.
Po obojętnem powitaniu się, stary pan w binoklach i Lora odeszli w głąb sali.
Andzia siedziała cicho, patrząc biernie na co raz inne postacie snujące się przed nią. Nie uważała, że przeszedł koło niej parokrotnie nieznajomy Anglik, z takim wyrazem w oczach, jakby ją tylko widział na sali. Z głębokiego zamyślenia otrzeźwiła ją panna Ewelina pytaniem.
— Co myślisz Andziu o Lorce?...
Tarłówna zastanowiła się chwilę.
— Że jest taką samą jaką była, tylko w stopniu spotęgowa-