Strona:Helena Mniszek - Czciciele szatana.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

niałości wiecznie trwać i w coraz nowych pokoleniach ludzkich budzić uczucia, wywoływać wzruszenia, rodzić cudowne wizje, zapał w duszach młodych twórców. Szeregi artystycznych płócien były testam entem przeszłych genjuszów dla tych, którzy powstać mają, żywym, wiekuiście niezwalonym testamentem natchnień praojców dla natchnień wnuków.
Plastyka obrazów tak była wybitną, że tych dwoje turystów, ocknąwszy się z chwili nowej ekstazy, doznało wrażenia, że jednak nie są sami. Ona z lekkim dreszczem przesunęła wzrok po ścianach galerji.
— Jesteśmy w zbyt licznem towarzystwie? szepnęła — patrzą na nas ze wszystkich stron..Grzeszne i mniej grzeszne oblicza, dziwią się nam. O patrz, jak ta grupa bogów spoziera na nas ze zdumieniem. Widzisz, ile w nich ironji.
— Dziwią się, że pieszczota nasza jest tak cnotliwą i dziecięco czystą — uśmiechnął się on. — Oni inaczej pojmowali miłość, nawet de facto nie miała ona zastosowania w ich szałach. Pojęcie miłości zawierali w odczuwaniu zmysłowych podniet.