Strona:Helena Mniszek - Czciciele szatana.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

pantki byłyby zgorszone, sarkałyby na mnie z oburzeniem niesłychanem.
— Ach, krzykaczki emancypantki! Ty jesteś emancypantką, tylko w najszlachetniejszym gatunku. Wszakże miłość nie jest wstydem, ani grzechem kobiety, zależy tylko jak jest pojmowana przez nią i na jakim się gruncie opiera. Twoja miłość nie kala twej godności kobiecej, przeciwnie przynosi jej zaszczyt. Kobiecość zyskuje na uroku gdy kocha, byle tylko jej człowieczość utrzymała się na wyżynie, jak u ciebie. Więc to jest dopiero dobrze zrozumiana emancypacja duchowa. Ale takie tam wrzaski na mężczyzn, nie przerażają ich zbytnio, wierz mi, ukochana. Ręczę ci za to, że żadna z tych rozwichrzonych krzykaczek-emancypantek, będąc na twojem miejscu obecnie, nie byłaby tobą. Niech ci to wystarczy. Przypomina mi się zdanie Prusa, że taka pani emancypantka dotąd wrzeszczy na mężczyzn i urąga na nich, najniemożliwiej w święcie, aż który z nich zlituje się nad nią, wtedy teorje swe składa do rupieci, a sama z wielkiej miłosnej pokory ściąga lubemu buty z nóg.
Ona zaśmiała się wesoło.