Strona:Helena Mniszek - Czciciele szatana.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

żę ci zapomnieć o wszystkiem i wszystkich, wtedy rzeczy wezmą inny obrót, dziś wyżyna jest i pozostanie tak, jak chcesz, niepokalaną, o ile warunki się nie zmienią. Unośmy się więc w zawrotne przestrzenie ducha, w jego zaświaty.Nie chcę przykuć cię tylko do ziemi, staniesz na wyżynach, do których dążyłaś. Szybuj, sokolico moja, szybuj w przestworza i wiedz, że i mnie tam znajdziesz. Duch twój rozwinął skrzydła, sam a mówisz, że ja to twoje odrodzenie. Tyś moją chlubą i dumą, jest mi ona zapłatą i osłodą za to, iż do mnie całkowicie tak, jak ja... i ty chcesz... nie należysz. Kocham cię bez miary, ubóstwiam, szanuję i czczę.
Stali długą chwilę, upojeni własnem szczęściem. W głuchej ciszy on zaczął mówić wiersz, kiedyś dla niej ułożony, zakończył, tuląc ją mocno do swej piersi.

„Zaufać tedy możesz mi bezpiecznie,
Bo z duchem twoim pragnę zostać wiecznie
I czerpać siłę w tej krynicy cudu
Na życie pełne goryczy i trudu.”