Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w sercu nigdy nie zaspokojoną, z pustką w duszy nigdy nie wypełnioną. Ale zawsze pragnącą, chociaż beznadziejnie.
Ordynat zamyślił się smutnie.
— A ten park? On żyje sam w sobie, ale tęskni i pragnie jeszcze żyć dla kogoś.




XXXVI.

Bohdan i Holewicz stali na polu, gdzie kopano kartofle. Szeregi czerwonych spódnic i koszul białych, wyszywanych na ramionach, rozciągały się wzdłuż zagonów. Motyki śmigały żwawo. Gwar rozmów gromadnych rozbrzmiewał po polach, cichnąc, lub nagle rwąc w górę z żywiołową siłą. Wrzaski dozorców wpadały jak baty w to mrowie kobiecych głosów.
Obok pola przechodził trakt, poza nim żółciły się i szarzały smutne rżyska, na których już babie lato przewiało swe miękkie włókna. Spokój jesienny szedł od czarnych borów, układał się wygodnie w miedzach i oddychał, syty jakiś, ospały. Gęsto rozsiewały się w perspektywie pół długie, ogromne sterty ze zbożem, jak pomniki po minionem lecie. Powietrze przecinał chwilami głośny, pożegnalny gęg odlatujących dzikich gęsi. Żórawie sunęły na południe krzywą linją, jak wąż piorunowy. Pustką i zarazem dobrobytem tchnęły łany, oswobodzone z ciężarów płodu.
Wiatr ochładzał im czoła, zimnym oddechem przygotowywał do nadciągających zdaleka jeszcze mrozów.
I łechtał wiatr obnażone ciała pól. Odkryte łona pszeniczne pieścił delikatnie, twarde, szczeciniaste żytniska targał zawzięcie, świszcząc w krótkich źdźbłach.
Smętne uśmiechy słoneczne spadały na odpoczywającą ziemię.
Roiło się na kartofliskach od zaborczych mas ludzkich.
Ostatnie płody wydzierano glebie.
Na trakcie, równoległe z polem, pełnem kopaczów, jechał kłusem długi, strojny zaprzęg. Ludzie spoglądali ciekawie.
— Ho! sie z daleka! To nie tutesznie — mówili do siebie kopacze gwarą miejscową.
— To konie biało-czerkaskie — rzekł Holewicz zdziwiony — Znam te konie. Ale czyżby naprawdę?... Trochę za daleko.
Bohdan się zdumiał.
— Z Biało-Czerkas? Co znowu? Tyle mil?...
Holewicz przypatrywał się uważnie.
Lando zaprzężony w czwórkę koni, zatrzymało się nagle.