Strona:Hektor Malot - Bez rodziny.pdf/28

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   22   —

    — Tak, idź sobie na podwórze i zaczekaj, aż cię zawołam, — rzekł Barberin, — bo inaczej rozgniewam się.
    Musiałem usłuchać.
    Opuściłem pokój i siadłem na podwórku na kamieniu, rozmyślając smutno. Do zabawy nie miałem żadnej ochoty. Drżałem z trwogi, jak w febrze, bo losy moje rozstrzygnąć się tam miały.
    Rozmowa między Witalisem a Barberinem trwała dłużej, niż godzinę. Wreszcie Barberin wyszedł sam z kawiarni.
    Czyż przychodził po to, aby mnie oddać w ręce Witalisa?
    — Pójdź ze mną do domu, — rzekł.
    — Do domu! Nie opuszczę zatem matki Barberin?
    Chciałem zapytać się go o to, ale nie śmiałem, bo był w bardzo złym humorze.
    Szliśmy całą drogę w milczeniu.
    Wreszcie niedaleko domu Barberin, który szedł naprzód, przystanął.
    — Wiedz o tem, — rzekł, ciągnąc mnie mocno za ucho, — że jeśli odważysz się pisnąć przed matką choć słówko o tem, coś dziś usłyszał, to nie poznasz się z własną skórą. A więc pamiętaj!

    IV.
    Dom macierzyński.

    — I cóż powiedział mer? — zapytała matka Barberina, gdy weszliśmy do mieszkania.
    — Nie widzieliśmy go wcale. Spotkałem się w kawiarni ze znajomymi i tam się zatrzymałem. Do mera pójdę jutro.
    Pewien byłem, że Barberin odstąpił od zamiaru sprzedania mnie Witalisowi.
    A jednak mimo zakazu i pogróżek Witalisa, byłbym opowiedział wszystko matce, gdybym się był znalazł choć na chwilę sam na sam z nią; ale Barberin przez