Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


właściwe słowo; jeśli to co było, pożre to, co jest, jeśli przeszłe stanie się przyszłością, jeżeli piękne kłamstwa brudne prawdy pokonają.
Może wówczas!
Znużona jadę późno o wieczorze. Pomiędzy polami i wzdłuż lasu — gdzie oczy poniosą. Wtem jawi się mur, długi szary mur, i wysokie drzewa po obu stronach. Za nim, za nim są Wielkie Ogrody.
Czasem pęka mur; na małej przestrzeni jedynie sztachety ukrywają ciche tajemnice. Wtedy mogę je przejrzeć. Dalekie drogi, równiutkie łąki a nigdzie końca. Gęste zarośla, wśród których śpią sny, ciemne stawy, których łabędzie nocą śpiewać będą. A żadnego dźwięku, najmniejszego, najcichszego dźwięku.
Jeżeli teraz bramę ujrzę, zesunę się z siodła, potem pocałuję chrapy mego bułanka. Różdzką uderzę lekko w ciężkie żelazo, — teraz, wiem, otworzy się krata. Powoli, cicho — a żaden z zawiasów nie zazgrzyta. Lekko rozchylą się potężne skrzydła — i oto przyjmą mnie tęskniące ramiona Wielkich Ogrodów.
Z dali, pośród platanów zdąża piękna kobieta. Gdy idzie, dzwonią jej kroki jako dzwonienie śnieżyczek, gdy oddecha, świeci jej oddech, gdyby mgła srebrna. Gdy się uśmiecha, zapominają słowiki o swym śpiewie, gdy mówi, padają perły z jej warg. Chłopcze, — mówi do mnie, — kochany chłopcze. — A ja jestem tak radosną, że ona mnie małą dziewczynkę chłopcem zowie.
— Kochany chłopcze, — mówi ona i całuje me ręce. Nie masz niczego, co by tyle powiedziało, jak to, gdy ona ujmuje me ręce i całuje je. Całkowita cisza spoczywa w oczach pięknej kobiety i całkowita, słodka cichość ucałuje mnie, zaraz — jeśli tylko bramę zobaczę — —
Nigdy nie znajdę tej bramy. Czasem jedynie pęka