Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


hrabiego, jak prowadził jego samochód, jak jadł jego chleb i pił jego wino. To, co on uczynił, było samo przez się zrozumiałe i nie było w tem nic szczególnego. A w gruncie rzeczy było również naturalnem, że kobieta oddała mu się bez kaprysów, bez oporu, w przeciągu jednego dnia.
I to nie dla tego wcale, nawet przez sekundę, jakoby się obudziła w niej dawna dziewka. Jan Olieslagers zdobył hrabinę d’ Ault — Onival, a nie Leę Lewi. I najprawdopodobniej ta ostatnia byłaby się nim wcale nie zajęła i z pewnością w nim by się nie zakochała, podczas gdy u hrabiny miłość rozpaliła wszystkie tętna. Nie dlatego jednak, że był on dobrym jeźdzcem, — hrabia jeździł o wiele lepiej od niego. Ale dlatego, że na koniu stawał się Jan zupełnie innym człowiekiem, całkiem innym od tego, którego właśnie co tylko widziała. Hrabia był zawsze taki sam, czy był na polowaniu, czy też, gdy grał w wista. Ów zaś człowiek był zawsze inny, cokolwiek by czynił. Wszystko było dlań grą, ale wszystko grał równie dobrze. Niczego na świecie nie brał poważnie, a chociaż go wszystko ciekawiło, nic go na prawdę prawdziwie nie obchodziło. Chyba to, że jest i że żyje. To było u niego zasadniczem i ten instynkt był u niego tak zakorzenionym i silnym, że przenosił się on bez wiedzy jego na najbliższe jego otoczenie.
To było zdaje się podstawą jego wszystkich zwycięstw. Zapominano o nim szybko, gdy był daleko; ale gdy się zjawił, stawał się panem wszystkiego.
Stanisława d’ Asp znalazła w nim jakiś nowy i szerszy świat. Świat pełen zagadek i tajemnic, pełen zamkniętych drzwi i bram, których on wcale nie starał się otworzyć. Dusza hrabiego, a dusza jego! Tam wszystko było prostem i jasnem; gdyby po cichym parku zamkowym