Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mój własny: poznawał pospolitaka, który był panem i rozpoznał oficera, który był parobkiem, mimo złotych sznurów. Że o wiele więcej znaczy wykształcenie aniżeli urodzenie, i że to na całym zachodzie odróżnia pana od parobka. Wiedział dobrze, że wszyscy ci wojownicy o całe niebo przewyższają jego lud — ale nie jego. Jeżeli jego ojciec uważał każdego białego za równego sobie, to Hong-Dok tak nie czynił i im bardziej i bliżej ich poznawał, tem mniej znajdywał takich, którzy mu byli równi. Byli oni z pewnością przedziwnymi, nie dającymi się pokonać wojownikami, każdy z nich pojedyńczo więcej był wart, aniżeli stu tchórzliwych czarno-sztandarowców — — Ale czy to powód do sławy? Hong-Dok gardził rzemiosłem wojennem tak samo jak każdem innem rzemiosłem. Umiel wprawdzie wszyscy czytać i pisać — ich własne wprawdzie, obojętne mu znaki — ale nie było wśród nich prawie żadnego, który by wiedział, co to jest filozofia. Hong-Dok nie żądał wcale, aby oni znali jego wielkiego filozofa, ale spodziewał się, że znajdzie obcą, inną, ale równie głęboką mądrość. A nie znalazł nic. Ci biali wiedzieli mniej o przyczynie wszystkich rzeczy, aniżeli ostatni palacz opium. jedno zaś jeszcze było, co go mocno zdziwiło i podcięło wobec nich jego szacunek: ich stosunek do ich religii. Nie religia sama nie podobała mu się, kult chrześciański był dlań tak dobry jak każdy inny, znany mu. Prócz tego nasi legioniści są mniej aniżeli pobożni, i żaden z obowiązkowych księży nie przypuściły ich do sakramentu. A jednak czasem, w chwilach wielkiego niebezpieczeństwa, wyrywa się z ich piersi jakaś potargana, błagalna modlitwa o pomoc. To uderzyło Hong-Doka — i przyszedł do przekonania, że ci ludzie rzeczywiście wierzą, że im z jakiejś nieznanej strony niemożliwa pomoc nadejść może. Więc szukał dalej — zapomniałem panu