Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Krystyny. Znajdę ją zapewne po raz trzeci — i z pewnością po raz ostatni.

∗                         ∗

Ta sama strona, bezpośrednio. Pismo kobiece.
Tak to, mój panie? Masz pan browningi w kieszeni? Nie, położyłam je znów na biurku, niech tam leżą! Zresztą, jeśli to panu sprawi przyjemność, to mam także dwa śliczne rewolwery; o połowę mniejsze od pańskich, ale spełnią one swe zadanie. Nie boję się, mój panie baronie, mój waleczny panie baronie, który się boisz wypchanego Tutti, ciotki Krystyny! Pah! pah, martwy mops wyskoczy z swego szklannego domu! Schowaj się pan pod łóżko, panie baronie!

∗                         ∗

Strona 1015. — na poprzek przez całą stronę. — Pismo barona.
Ty dziewko, ty podła, wstrętna dziewko!

∗                         ∗

Strona 1016. Pismo kobiece.
Ty błaźnie, ty błaźnie, żółtodzióby błaźnie!

∗                         ∗

Jest to ostatnia notatka w dużej, czarnej księdze. Wieczorem 4. listopada usłyszał Kochfisch strzał w łazience. Pospieszył tam. Na kanapie leżało nagie ciało w kąpielowym płaszczu.
— O samobójstwie nie może być mowy. Raczej jest tak, że on baron Jezus Marya Friedel zastrzelił baronową Jezus Marya Friedel; lub też odwrotnie, że ona jego zabiła — tego nie wiem. Zabić chciano — on albo ona — ale nie siebie samego, tylko drugą osobę z dwojga.
I tak się stało.