Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pokojówkę kazałem oddalić, zapłaciłem przez Kochfischa za pół roku i zaraz ją odesłałem.
Jutro wyjeżdżam. To mdłe powietrze tutaj nie sprzyja mi.

∗                         ∗

Strona 1013. Pismo kobiece.
Nie pojedziesz pan, panie baronie! Ale ja pojadę, chociaż w pańskiem — męskiem ubraniu. Pojadę do Wiednia, by porobić dla siebie na nowo zakupy — pokojowa jedzie ze mną. Miej się pan na baczności, panie baronie, — teraz nie dozwolę dalej ze siebie żartować!

∗                         ∗

Strona 1014. Pismo barona.
Zbudziłem się w mem łóżku. Zadzwoniłem i wszedł Kochfisch. Nie powiedział nic, ale dużo wyczytałem z jego wyrazu twarzy. Radosne zdziwienie, że znów jestem. I zupełną rezygnacyę: — ach, że niebawem znów będzie inaczej!
Zjadłem śniadanie. Przeszedłem pokoje — są bez zmiany. Wszędzie jest czysto, wszystko odświeżone, obrazy i meble przykryte. Chciałem wyjechać konno, poszedłem do stajni. Koni moich już niema — sprzedano je. Ale trzy klacze były tam, ładne, damskie wierzchowce o długich ogonach.
Usunięto więc mnie. Wszystko ona kradnie. Tylko dwa pokoje mi zostawiła, moją sypialnię i bibliotekę, w której pracuję. Czytam, co pisze na ostatniej stronie: — Miej się pan na baczności, teraz nie dozwolę dalej ze siebie żartować!
Wiem to dobrze. Dobra to wskazówka i usłucham jej. Moje browningi mam w kieszeniach. Dwa razy już ją widziałem — wtedy przy kuchni a potem w pokoju ciotki