Strona:Gustaw Meyrink - Golem.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o indyanach i straciło dla mnie wartość rzeczywistą; sny dla mnie nabrały pewności — a życie codzienne stało mi się jak widzenie senne.
„Wszyscy ludzie mogliby to czynić, gdyby posiadali klucz. Klucz ten zaś leży jedynie i wyłącznie w tem, że człowiek we śnie staje się świadomy „formy swej Jaźni“, że tak powiem, jej skóry — że znajduje małe szczeliny, przez które jego świadomość przedziera się pomiędzy stan jawy a głęboki sen kataleptyczny.
„Dla tego to mówiłem poprzednio, że ja „podróżuję“, nie zaś, że „śnię.“
„Ubiegać się o nieśmiertelność to znaczy walczyć o berło przeciw zamieszkującym nas wrzaskom i upiorom; oczekiwać zaś na przekrólewszczenie własnej Jaźni — to oczekiwać na Mesyasza.“
„Systematyczny Habal Garmin, którego pan widział, „tchnienie kości“ w Kabale — to był król. Kiedy ten król będzie koronowany, — pęknie na dwoje sznur, którym przywiązany jesteś do świata zmysłami zewnętrznemi — kominem rozumu.
„Jak to stać się mogło, że ja, pomimo swe oderwanie od życia stałem się przez jedną noc mordercą seksualnym: o to się pan chce mnie zapytać? Człowiek jest jak rura szklana, przez którą toczą się pstre kule: prawie u wszystkich w życiu tylko jedna. Jeżeli kula jest czerwona, to mówi się, że człowiek „zły“. Jeżeli żółta, to mówi się: „dobry“. Jeżeli biegną dwie — czerwona i żółta — mamy wtedy „niezdecydowany“ charakter. My, „ukąszeni od węża„ wypełniamy przez jedno życie to, co wogóle w całej rasie zdarza się w stulecie globu: kule barwne toczą się jedna przez drugą w szklanej rurze, — a, gdy dojdą do końca — wtedy to „wtedy my jesteśmy prorocy — zwierciadła Boga“.
Laponder zamilkł.
Długo nie mogłem słowa wymówić. Jego mowa mnie oniemiła.