Strona:Gustaw Meyrink - Golem.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kręciło mi się w głowie! „Przy — przyjął?“ Zabełkotałem. „Nigdy nie przypuszczałem, żeby na ziemi można było doznać takiej radości!“ Charousek zatrzymał się na chwilę i zrobił minę cudaczną. Czy to nie jest uczucie, wzniosłe widzieć w gospodarstwie natury ekonomiczny palec „Mateczki Opatrzności“, zarządzający mądrze i przezornie?“ Mówił, jak pastor, pobrzękując zarazem pieniędzmi w kieszeni, — „zaprawdę, uważam za święty obowiązek, aby skarb, powierzony mi przez dobrotliwą rękę przeznaczyć kiedyś co do halerza i feniga na cel możliwie najszlachetniejszy.“ Czy był pijany? Może oszalał? Charousek zmienił nagle ton: „W tym właśnie leży szatański komizm, że Wassertrum sam sobie zapłacił za — lekarstwo. Czy pan tego nie spostrzega?“ Zamroczyło mnie jakieś przeczucie tego, co się kryje w mowie Charouska i zaczęło mi świtać w jego rozgorączkowanym wzroku. „Zresztą zostawmy to, mistrzu Pernacie. Musimy przedtem załatwić sprawy bieżące. Przed chwilą, ta dama to była „ona“? Co jej znów przyszło na myśl, aby tutaj zajeżdżać tak jawnie?“. Opowiedziałem Charouskowi, co się stało. „Wassertrum napewno nie ma żadnych dowodów w ręku“, przerwał mi wesoło, „gdyż powtórnie nie przeszukiwałby dzisiaj rano pracowni. Zadziwiające, że pan go nie słyszał!? Całą godzinę był sam wewnątrz.“ Zadziwiło mnie, zkąd Charousek może wiedzieć wszystko tak dokładnie, co mu też powiedziałem.
„Czy mogę?“ Dla wyjaśnienia wziął ze stołu papierosa, zapalił go i tłumaczył mi sprawę. „Widzi pan, jeżeli otworzy pan teraz drzwi, to ciąg powietrza, wiejący z klatki schodowej, przyniesie ze sobą z tamtąd dym tytoniowy. To jest zapewne jedyne prawo natury, które Wassertrum zna dokładnie, i na wszelki wypadek umieścił on w murze frontowym pracowni — jak pan wie, ten dom należy do niego — małą, ukrytą, otwartą framugę: