Strona:Gustaw Le Bon-Psychologia tłumu.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie znajdując już w samym sobie inicyatywy, człowiek zmuszony jest szukać jej gdzieindziej. W miarę zaś tego, jak wśród obywateli szerzy się indyferentyzm i bezsilność, powiększa się zakres działania państwa i z konieczności rząd musi posiadać te przymioty, których pozbawieni są obywatele, a mianowicie: ducha inicyatywy, przedsiębiorczości i przodownictwa. Państwo musi wszystko przedsiębrać, wszystkim się opiekować i kierować. Staje się ono bogiem wszechmogącym, chociaż doświadczenie poucza, że władza takich bogów nie była nigdy ani długotrwałą, ani zbyt silną.
U niektórych narodów to progresywne ograniczanie wszelkich swobód przy pewnej zewnętrznej swawoli, czyniącej złudzenie wielkich wolności, zdaje się być następstwem tyleż ich zgrzybiałości, ile pewnej formy rządu. Zwiastuje ono, iż nadchodzi dla nich faza upadku, której nie potrafiła dotąd uniknąć żadna cywilizacya.
Jeśli kierować się będziemy wskazaniami przeszłości oraz symptomatami, które rzucają się nam na każdym kroku w oczy, to przyjdziemy do przekonania, że dla wielu współczesnych narodów nadeszła już owa pora zgrzybiałości, która poprzedza upadek. Zdaje się również, że nieubłagany fatalizm przygotowywa los podobny dla wszystkich narodów, gdyż historya nas poucza, iż rozwój ich postępuje po największej części jedną i tą samą drogą.