Strona:Gustaw Le Bon-Psychologia tłumu.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Obraz ten wyda się może zbyt ponurym, nie mniej jednak jest prawdziwym. Zgromadzenia parlamentarne należycie podniecone i zahypnotyzowane przedstawiają cechy takie same. Stają się one ruchliwem stadem, ulegającem wszelkim impulsom. Następujący opis zgromadzenia prawodawczego z r. 1848 pióra Spullera, którego zasad demokratycznych nikt chyba podejrzywać nie może, zasługuje pod tym względem, jako charakterystyczny, na uwagę. Znajdujemy tu wszystkie owe przesadne a znane nam uczucia tłumu i tę nadzwyczajną ruchliwość, która pozwala mu w ciągu kilku chwil przejść przez całą gammę uczuć najsprzeczniejszych.
„Niesnaski, zawiść, podejrzliwość z jednej strony, z drugiej zaś ślepe zaufanie i bezgraniczne nadzieje doprowadziły stronnictwo republikańskie do zguby. Naiwności i prostocie ducha republikanów dorównać może chyba tylko ich powszechna nieufność. Żadnego poczucia prawa ani karności, tylko albo trwoga, albo bezgraniczne złudzenia, zupełnie jak u chłopca lub dziecka, u których spokój rywalizuje z niecierpliwością, a z dzikością idzie w parze powolność. Są to właściwości natur zupełnie surowych i bez żadnego wykształcenia, których nic nie zadziwia, a wszystko może zbić z tropu. Drżący ze strachu i pełni obawy, to znowuż nieustraszeni i bohaterscy, są oni w stanie rzucić się w pło-