Strona:Gustaw Le Bon-Psychologia tłumu.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wzbudzi w audytoryum obawę, a słuchacze nie ośmielą się protestować, bojąc się, by ich nie uważano za zdrajców lub wspólników.
Specyalny ten rodzaj krasomówstwa, jak już wspomniałem, panował zawsze w zgromadzeniach parlamentarnych, a szczególnie w chwilach dla narodu krytycznych. Wielce ciekawe są pod tym względem przemowy znakomitych mówców, wygłaszane w zgromadzeniach prawo dawczych za czasów Rewolucyi. Czytając je, widzimy, jak mówca niejednokrotnie przerywa tok swego przemówienia, aby napiętnować zbrodnię lub wielbić cnotę; albo też wybucha przekleństwy przeciw tyranom lub przysięga, iż woli śmierć raczej, niż niewolę. Słuchacze wstają wtedy ze swych miejsc, rozlega się grzmot oklasków a po chwili audytoryum się uspokaja i słucha mówcy dalej.
Przywódca może być niekiedy inteligentnym i wykształconym, lecz zazwyczaj szkodzi mu to raczej, niż na pożytek wychodzi. Inteligencya bowiem, wykazując złożoność zjawisk, tłumacząc je i wyjaśniając, czyni człowieka zawsze pobłażliwym i znacznie przytępia ową intensywność przekonań i gwałtowność uczuć, które są tak niezbędne apostołom. Wielcy przywódcy wszystkich wieków, zwłaszcza zaś z epoki Rewolucyi, posiadali umysły nadzwyczaj ograniczone i właśnie najpłytsze umysły wywierały wpływ największy.
Mowy słynnego Robespierre’a wprost ude-