Strona:Gusła.djvu/53

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ANIOŁ POKOJU


    — Z dłoni odbieram ci oręż.
    — Więc nazawsze zostanę bezbronny?
    — Oręż zawieszam na sercu.
    — Serce małe, ciężar ogromny.
    — Z trudu miłość się rodzi.
    — W miłości początek wojny.
    — Tej wojnie pokój przewodzi.
    W niej zbrojnego zwycięża bezbronny.
    — Za ręce mnie wiedziesz, dokąd?
    W ciemnościach się mylę i gubię.
    — Wytrzymaj poddany próbie.
    — Tyle głosów przezemnie biegnie,
    Jak w gałęziach w piersiach wiatr dzwoni.
    — Wytrzymaj, wicher ulegnie.
    — Ale kto mnie przed myślą obroni,
    W zawiei kto myślą wesprze?
    — Anioł Ładu, anioł Harmonji.
    — Skądżeś przyszedł? Pamiętam, żyłem
    Pod dachem, co w słońcu się bielił,
    Matka stała u mej pościeli,
    A Najświętsze Dzieciątko się śmiało.
    — Lecz z pod dachu serce wyjrzało;
    Nie odegna dziś matka lęku,
    Inna bojaźń przyszła i trwoga,
    Gdy Dzieciątko urosło w Boga.
    — Co czynić? Wszystko za mało.
    Dłoń Twoja jak prawo twarda.