Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak biło?! Nie wiem, tak mię coś boleśnie ciągle wstrząsa... rwie mię ustawicznie, aż w kończynach palców — przy każdorazowem uderzeniu, jakbym z nim razem czuła.
HELLRIEGEL. Popatrzno, kanibalska paka piersiowa! nie wygląda on tak, jak miech pokryty czerwonymi kudłami? i tak, jakby musiał ciągle coś, jak ogienek w kuźni rozdmuchiwać.
PIPPA. O, jak mu to biedne, złapane ptaszę ciągle, trwożliwie aż na żebra skacze! — Michaś, gdybym mu tak rękę moją położyła?
HELLRIEGEL. Za mojem pozwoleniem! nic nie może być na całym świecie, coby miało tak cudowny skutek.
PIPPA (kładzie Huhnowi rękę na sercu). Nie wiedziałam zupełnie, że stary Huhn pod swojemi szmatami, biały jest, jak panienka!
HELLRIEGEL. Widzisz, działa! już jest spokojniejszy! — A teraz dajmy mu jeszcze trochę wina, żeby mógł potem błogo zasnąć.
(Idzie do stołu, aby nalać wina, Pippa pozostawia dłoń na piersiach Huhna).
HUHN. Kto mi swoją rączkę na piersi kładzie? — Siedziałem sobie w środku — w ciemności — siedzieliśmy w ciemności! świat był zimny! nie było już dnia, i nie było już poranku! wtedy siedzieliśmy wokół zimnego pieca hutniczego! — i wtedy przyszli ludzie, ju, ju... wtedy zdaleka, przez śnieg przedarli się ludzie! przyszli więc bliżej, bo byli głodni: chcieli odrobinę światła na język! odrobinę ciepła w zamarznięte swoje kości wchłonąć chcieli.