Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


WANN. To lunatyk, nie budź go więc! w przeciwnym razie upuści widelec i nóż, tysiąc metrów powietrzem przeleci i połamie sobie gdziekolwiek szyję i nogi.
(Bierze ostrożnie w ręce ze stołu model gondoli wenecyańskiej).
WANN. Możesz mi powiedzieć, co to jest?
PIPPA. Nie.
WANN. Pomyśl! czy nigdy nie przesunęła ci się w śnie taka łódź czarna?
PIPPA (prędko). Tak, dawniej, bardzo dawno, przypominam sobie!
WANN. A czy wiesz, jakie to właściwie potężne jest narzędzie?
PIPPA (w zamyśleniu). Wiem tylko, że raz w noc, pomiędzy domami w takiej barce płynęłam.
WANN. Tak jest! — (Do Michała). — No, przezemnie możesz i ty nadstawić uszu, abyś wreszcie przyszedł do przekonania, że tu ktoś taki mieszka, któremu aeronautyka nie jest obcą i który na niejednem się zna.
HELLRIEGEL. No, to od razu z tem wyjechać!
WANN. A więc, to małe czółenko, stworzyło bajkowe miasto między dwoma niebami, to miasto, z którego ziemi serca ty powstałeś. — Tyś bowiem z bajki powstał i w bajce koniec chcesz znaleźć.
HELLRIEGEL. Hop! o, coś się przesunęło! Hop! znowu inny obraz! szczur! śledź solony, dziewczynka! cud! ciągle, nieustannie! o, okaryna! ciągle hop, hop, hop! — O ile, od czasu jak od matki w las uciekłem, z wszelkiego rodzaju hokuspokusami się