Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kowi z mlekiem! nie wierz we wszystko pewnie i niezbicie, co jest prawda i nie goń jak babie lato nul tysiące, coraz to dalej! — Dobry wieczór! — — Nazywam się Michał Lebrecht Hellriegel! — (Nasłuchuje chwilę, wyczekująco odpowiedzi). Dziwi mię to doprawdy, że mi nikt nie odpowiada — a dopiero co świeży ogień na kominie, — tu rzeczywiście coś zupełnie osobliwego znajduję: tak to tu wygląda? Gdybym tak naprzykład na okapie zobaczył papugę, która warząchwią miesza bigos, i która przytem wykrzykuje do mnie: Hyclu! drabie! koniokradzie! — toby przynajmniej coś było. Z ludożercy rezygnuję zupełnie! albo jeśli już koniecznie, to także prześliczna księżniczka, którą potwór przeklęty w klatce więzi; naprzykład, mała milutka tancerka, — aha coś mądrego przyszło mi na myśl: kupiłem przecież okarynę! wycyganiłem ją od tego starego wszarza Franka, który grał w szynku do tańca za ostatniego mojego talara. — mądrze zrobiłem. Dlaczego — sam właściwie nie wiem! może dlatego, że imię to tak dziwnie brzmi! albo też wmawiam sobie, że mała, czerwono włosa rusałka gdzieś ukrywa się, a kiedy zagram skądś wyskoczy i zacznie tańczyć? — No, doprawdy chciałbym raz spróbować.
(Michał Hellriegel przykłada okarynę do ust, ogląda się badawczo naokoło i gra. Przy pierwszych już tonach podnosi się Pippa z zamkniętemi oczyma, wybiega na środek izby i staje w postawie tanecznej).
PIPPA. Tak, ojcze... idę! jestem już tu!
(Michał Hellriegel upuszcza okarynę, słupieje, usta otwiera, nagle zaskoczony).