Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy ornament 3.png
AKT I.

Izba gościnna w szynku starego Vendego w Ratwassergrund. Na prawo i w głębi drzwi, te ostatnie wychodzące na dziedziniec. W kącie po prawej ręce piec kaflowy, po lewej lada szynkowna. Mała okienka, ławki przy ścianach, ciemny belkowy sufit. Trzy stoły zajęte po lewej stronie. Przy pierwszym stole koło szynkwasu siedzą robotnicy lasowi, piją wódkę i piwo, paląc fajki. Przy drugim stole, więcej ku przodowi, siedzą lepiej ubrani goście: malarze szkła Schädler i Anton, kilku innych i 50 letni prawie Włoch Tagliazoni, grubiańsko wyglądający. Grają w karty. — Przy najbliższym stole usiadł Dyrektor huty; wysoki 40 letni, z małą główką, smukły i jak się zdaje energiczny. Nosi sztylpy, rajtuzy i jokejską marynarkę. Pół flaszki szampana i delikatny, napełniony kieliszek przy nim; na stole rajtpajcz. — Kilka lamp mdło się świeci. Przez okna pada w zadymione wnętrze izby jasny blask księżyca. Stary gospodarz Wende i wiejska dziewczyna, kelnerka usługują.


WENDE (siwowłosy, spokojny, poważny wyraz twarzy): Jeszcze pół, panie dyrektorze?
DYREKTOR. Cóż znowu Wende? — Cała! — A szkapa dobrze wytarta?
WENDE. Sam byłem przy tem. Takie zwierzę zasługuje na to! wyglądało jak siwosz, całe spienione.
DYREKTOR Ostro jechałem!
WENDE. Rządowy koń.
DYREKTOR. Gorący! Wpadał czasem po brzuch do śniegu, a rwał naprzód!
WENDE (z lekką ironią). Niezłomny sztamgast z pana dyrektora.