Strona:Gabryela Zapolska-Skiz.djvu/008

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

naokoło kląbu i znikają wśród drzew. — Chwila milczenia — wreszcie wpada muszka, rzuca róże na bilard, a sama chroni się za kanapką.

SCENA I.
muszka — tolo.
tolo
wchodzi, nie widząc jej. Opiera się o futrynę drzwi zmęczony. Oddycha ciężko. Nagle dostrzega muszkę, wyprostowuje się i biegnie ku niej.
muszka.

Nie! nie! Tam są róże!

tolo.

O Muszka różowsza jak wszystkie róże... piękniejszaś nad nie...

muszka, uciekając przed nim.

Nie... nie... dość...

tolo.

Choć rączkę...

muszka.

Tam są róże!

Ucieka dookoła mebli.
tolo.

De grâce!... Chwilkę zatrzymaj się ty królowo motyli.

muszka.

Nie, nie.

tolo.

Czy się boisz?