Strona:Gabryela Zapolska-Pani Dulska przed sądem.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dla braku dowodów.
Dulska poczerwieniała jeszcze bardziej, potem zbladła. Kokotka patrzała na nią przez szybki swego face à main. Dulskiej zdawało się, że spełniona została w tej izbie straszna zbrodnia przekupstwa. Nie mogła się powstrzymać.
— Nie nam biednym ludziom prawować się z takimi, co złotem brzęczą! — syknęła, zabierając się do odejścia.
Sędzia spojrzał na nią uważnie.
— Co pani powiedziała? — zapytał ostro.
Lecz Dulska, jak każdy zuchwalec, stchórzyła wobec władzy.
— Nic, panie sędzio! — wyrzekła z ukłonem.
— Radzę pani liczyć się ze słowami, — rzucił jej na pożegnanie sędzia — może pani odpowiadać za to ciężko!
Dulska wyszła, roztrącając wszystkich. Nie spojrzała nawet na Oderwankową, przybitą i przeczuwającą podwyżkę komornego. Felicyan dawno już znikł, nie czekając wydania wyroku.
Stróż i praczka kłaniali się nisko „pani gospodyni“, lecz ta zignorowała ich i cała drżąca wyszła z godnością na ulicę.
— Powyrzucam te wszystkie kanalie, bydło wstrętne i niegodziwe! — myślała, — a ten sędzia, to pewno kochanek tej łotrzycy...
Uśmiechnęła się gorzko.