Strona:Gabryela Zapolska-Pani Dulska przed sądem.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dulska probowała się także uśmiechnąć.
— Moja pani!... bo to takie bezecne, że aż chyba do śmiechu, albo do płaczu.
Ale zawsze!
— Pst!...
Rozpoczęło się dalsze badanie Zofii Oderwanek.
— Co właściwie oskarżona mówiła i jakie były owe obelgi?
Pani Oderwanek troszkę się jakby stropiła.
— Ta osoba mówiła, a raczej wrzeszczała po niemiecku Obrażała ostatniemi słowami panią gospodynią, a potem mnie i wszystkich. Wyzywała na naszych synów... na mego Olafka, com go tak ciężko i boleśnie rodziła.
Tu, pani Oderwanek cicho płakać zaczęła.
Pani Dulska uspakajała ją i cieszyła.
— Uspokój się pani, mąż pani wróci z objazdu, on panią pomści.
Sędzia patrzał na spazmującą damę szklanemi oczyma.
— Jednakże! — zaczął po chwili — co właściwie oskarżona mówiła?
— Cóż taka może mówić! — zaperzyła się pani Dulska: — rzeczy, które z szacunku nie powtarza się przed sądem.
Tu wtrącił się adwokat Matyldy Sztrumpf:
— Przepraszam, czy świadek rozumie po niemiecku?
Nastąpiła chwila milczenia.
Zofia Oderwanek wspomniała na przysięgę i ogarnęła ją wielka trwoga.