Strona:Gabryela Zapolska-Pani Dulska przed sądem.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


... A „tej“ niema jakoś... moja pani! — mówi pani Oderwanek.
Dulska uśmiechnęła się ironicznie:
— Trafi jeszcze na czas, aby się wstydu najadła!...

— I po co jej to było?
— Ha, no... taka — to już przyzwyczajona.
— A co jej zrobią?
Dulską jakby kto podminował.
— Jakto co? Wsadzą do aresztu. Jak będą chcieli zasądzić na grzywnę, nie zgodzę się! Niech siedzi! Zobaczymy, jak jej posmakuje wikt aresztancki i barłóg. Potrzymam do jesieni...
— No, moja pani!... no, moja pani!...
Zaszumiało — zachichotało.
Do sali weszła Matylda Sztrumpf, ubrana z nadzwyczajnym szykiem. Suknia biała z linon, inkrustowana