Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znaczyć, że jeśli Dickens kiedykolwiek próbował opisywać ewolucje charakteru swego bohatera, nigdy mu się to nie udawało, np. opis skruchy Dombeya, lub pozornego zepsucia Boffina. Jego celem było ukazanie swych bohaterów zawieszonych w radosnej próżni, w świecie niezależnym od okoliczności; choć zdanie to może wydać się dziwnem jeśli je zestawimy z boskiemi facecjami „Pickwicka“. Lecz wszystkie najszaleńsze pickwickowskie przygody były wymyślone w celu ujawnienia niezwykłości dusz, a nawet czasem wprost dla ułatwienia czytelnikowi bezpośredniego zetknięcia się z tą niezwykłością. Autor gotów był wystrzelić z armaty pana Pickwicka aby go na Boże Narodzenie sprowadzić do Wardle‘a, gotów był zdjąć dach, aby go wpuścić na przyjęcie do Boba Sawyera. Lecz gdy Pickwick dostał się już do Wardle‘a i zasiadł przy szklance ponczu w grupie godnych osobistości, niema siły, któraby go z krzesła poruszyła. Kiedy jest na przyjęciu u Sawyera, zapomina w jaki sposób się tam dostał, zapomina o pani Bardell i o swej przygodzie, gdyż cała ta przygoda była niejako magicznem zaklęciem dla wywołania bóstwa — i bóstwo, (pan Jan Hopkins), objawiło się w swej boskiej potędze. Z chwilą gdy wielcy bohaterowie stają przed sobą twarzą w twarz, drabiny po których weszli rozlatują się; budowa powieści się rozpada; treść jest zaniechana; inne postacie bywają opuszczone w najkrytyczniejszych chwilach;