Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Opowieść o dwóch miastach“ jest dobrą powieścią, „Mała Dorrit“ nie jest dobrą powieścią, a jednak opis „ministerstwa omówień“ w „Małej Dorrit“, jest równie dobry jak opis „banku Tellsona“ w „Opowieści o dwóch miastach“. „Magazyn starożytności“ nie jest tak dobry jak „Dawid Copperfield“, lecz Swiveller jest równie dobry jak Micawber. W większości wypadków, nie ma powodu aby te cudowne istoty znajdowały się w tej a nie w innej powieści. Niema powodu aby Sam Weller w swoich wędrówkach nie zawędrował do „Mikołaja Nickleby“. Niema powodu aby major Bagstock, w sobie właściwy szorstki sposób, nie wyszedł z „Dombeya i Syna“ aby wejść wprost do „Marcina Chuzzlewita“. Lecz w powyższych uogólnieniach należy poczynić pewne zastrzeżenia: „Pickwick“ stoi samotnie i jest nawet dość jednolity, choć się o jednolitość nie stara; „Dawid Copperfield“ — w mniejszym już stopniu — zajmuje też osobne miejsce, jako jedyna książka, w której Dickens pisał o sobie; i „Opowieść o dwóch miastach“ jest odrębna, jako jedyna książka, w której Dickens trochę się zmienił. Lecz biorąc na ogół należy sobie jasno uświadomić, że u Dickensa zasadniczemi jednostkami nie są powieści, lecz postacie, które na powieść oddziaływują, a częściej jeszcze te, które na bieg powieści wpływu nie wywierają.
Są to rzeczy bardzo proste, trzeba jednak z nich zdać sobie jasno sprawę, i przejąć się nie-