Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pani Carlyle, której spostrzeżenia o ludziach poruszały często odpowiednią strunę, rzekła raz o Dickensie: „On ma twarz ze stali“. Prawdopodobnie odczuła to nagle przez jedną chwilę, kiedy zobaczyła jego jasną, skupioną twarz, odcinającą się od otaczających go osób. Wszyscy ci co go spotykali rok za rokiem widzieli człowieka coraz bardziej skłopotanego upadkiem swego powodzenia w świecie, a przecież co roku powodzenie jego wzrastało i wynosiło go pod niebiosa. Był to człowiek niezmiernie trudny do zrozumienia dla ludzi o spokojnym temperamencie, miał charakter, który każdy był w możności zranić, lecz nikt go zabić nie mógł.
Mając zaledwie lat dziewiętnaście, został reporterem z izby gmin. Stary Dickens wypuszczony z więzienia na krótko przed tem nim Karol opuścił swoje, obrał sobie także, między innemi, zajęcie reportera. Stary Dickens wykonywał każdą pracę z przyjemnością, lecz bez żadnej specjalnej ambicji w kierunku dobrego jej wykonania. Temperament Karola był wręcz przeciwny; trawiło go zajadłe, gorączkowe pragnienie odznaczenia się. Pracował nad stenografją z ponurem oddaniem, jak gdyby chodziło o święte hieroglify; co nie przeszkadzało mu że o swej nauce, jak o wszystkiem innem zresztą, pisał w sposób dowcipny i obrazowy. Opowiada jak po nauczeniu się całego alfabetu napotkał: „szereg nowych strachot, najnieznośniejsze znaki ja-