Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


siadał z pewnością dar prowadzenia kłótni nie gorzej od Micawbera. W każdym razie swoją sztuką doprowadził pana Lamerta do stanu białej złości. Dyrektor miał z Karolem burzliwą rozmowę, podczas której starał się zapanować nad sobą, ale nie potrafił się powstrzymać od słów prawdy o starym Dickensie. Ostatecznie zapowiedział chłopcu że musi odejść, i malec został wydalony ze swego piekła z wszelkiemi honorami.
W tym wypadku matka okazała dziwną surowość; pragnęła kłótnię załagodzić i odesłać chłopca do fabryki. Może czuła ostrym kobiecym instynktem, że należy przedewszystkiem unikać długów. Lecz stary Jan Dickens uparł się. Okazał ową hałaśliwą silną wolę, za pomocą której, (raz na dziesięć lat i często w rzeczy błahej), najsłabszy mężczyzna bierze górę nad najsilniejszą kobietą: chłopak czuje się nieszczęśliwy w fabryce, chłopak jest zdolny, niech idzie do szkoły. I chłopak został oddany do Wellington House Academy, na Mornington Place. Wejść ze świata do szkoły, zamiast wyjść ze szkoły w świat, było to ciekawe doświadczenie. Można powiedzieć że dziecinne lata nastąpiły u Dickensa po latach młodzieńczych. Poznał życie z najbrutalniejszej strony, zanim zaczął się do życia przygotowywać; prawdopodobnie znał najgorsze słowa angielskiego języka, zanim się najpiękniejszych nauczył. Dickens zachował tę dziwaczną chronolo-