Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ny Dickens przejawił się na chwilę w ostatnim szalonym żarcie tego męczącego wieczoru. Następnego dnia był zdrów na tyle, że mógł wrócić do zabójczej pracy i koła wielkiej fabryki potoczyły się dalej. Wytwarzały dużą ilość butelek „Czernidła Warrena“, a równocześnie wytwarzały także największego optymistę XIX-go stulecia.
Chłopiec, który upadał pod brzemieniem pracy, który cztery czy pięć razy tygodniowo cierpiał głód, którego najlepszemi, czy najgorszemi uczuciami poniewierano jednakowo, był człowiekiem, któremu dwie generacje wygodnych krytyków zarzucały zbyt różowy, a więc fałszywy pogląd na życie. Na właściwem miejscu powrócę jeszcze do tak zwanego optymizmu Dickensa, do jego domniemanej zbytniej pogody i łagodności. Chciałem tu poprostu przytoczyć przeżycia chłopięcych jego lat. Jeśli był zbytnio pogodny, poznaliśmy środowisko skąd pogodę zaczerpnął. Jeśli wyszkolił umysł w kierunku pospolitego optymizmu, widzieliśmy jaką szkołę przeszedł. Jeśli nauczył się świat rozjaśniać, nauczył się tego w fabryce czernidła.
Nie posiadamy właściwie na to dowodów, że smutne przeżycia pociągają za sobą ponurą filozofję życiową. Duchowość Dickensa na wielu punktach styka się z duchowością biedoty, czyli znacznej części ludzkości, a na jednym punkcie utożsamia się z nią, wykazując że pesymizm nie koniecznie jest skutkiem nieszczęścia. Smutek i pesymizm