Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wśród ciężkich okoliczności na żaden wysiłek w tym kierunku; a nawet w chwilach dobrobytu ojcowskie uczucia miały cechy lenistwa i lekkomyślności. Postępowanie Jana Dickensa względem syna wykazywało sprzeczność, cechującą zawsze stosunek mało obowiązkowych rodziców do nadto rozwiniętego dziecka. Potrafił zaniedbać rozwój umysłowy syna, nazbyt go zarazem rozwijając.
Wśród wielu opowiadań z dzieciństwa Karola jeden drobny fakt utrwalił mi się w pamięci. Może w nim właśnie tkwi klucz do zrozumienia dziwacznego charakteru Dickensa. Ojciec uznał, że milej być widzem niż nauczycielem i zamiast dziecku podsuwać umysłowe rozrywki odpowiednie jego wiekowi, sam go do swojej zabawy używał. Najwcześniejsze prawie szczegóły, jakie nas z życia Karola dochodzą, ukazują nam dziecko, stojące na krześle lub stole i śpiewające humorystyczne piosenki wśród nieustannych oklasków. Zaledwie pierwsze kroki stawiać zaczął, otoczyło go światło kinkietów, i do śmierci w świetle tem pozostał. Był to człowiek dobry, z gatunku ludzi zdarzających się na tym zdumiewającym świecie: śmiały, prawy, miękkiego serca, skrupulatnie uczciwy i niezależny. Zasłużył na to, by jego słabostek dotykać delikatną ręką. Lecz mimo tych zalet pozostało na nim przez całe życie piętno teatralności, przyzwyczajenie do ześrodkowywania na sobie uwagi, coś w rodzaju śmiesznej zarozumiałości. Jego karjera literacka była pochodem triumfalnym: umarł przesycony