Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


torskich oświadczeniach mówił: „Leczcie biedę“, lecz we wszystkich swych opisach życia rzeczywistego mówił: „Błogosławieni ubodzy“. Opisywał ich szczęście, a ludzie śpieszyli usuwać ich smutki. Opisywał ich ludzkie cechy, a ludzie oburzali się na zniewagi wyrządzane temu, co było w nich ludzkie. Nie trudno spostrzec w czem leży przyczyna — na którą zresztą zwracałem już uwagę na początku tej książki, — że oskarżenia Dickensa były o tyle skuteczniejsze niż oskarżenia człowieka w rodzaju Gissinga. Obaj znajdowali że dusze biedaków są jakby uwięzione. Lecz Gissing twierdził że więzienie owe zapełniają dusze martwe, Dickens zaś uważał że to więzienie pełne jest dusz żywych. A wtedy ci co chcieli biedakom przyjść z pomocą, poczuli że nie przychodzą za późno.
Nie myślę, aby moja charakterystyka sposobu w jaki Dickens opisywał ubóstwo, wywołała poważniejsze sprzeciwy. Możnaby jedynie zaprzeczać prawdziwości jego opisów. Oczywiście, tam gdzie Gissing powiedziałby: „Patrzcie jak bieda przygnębia Smithów lub Brownów“, Dickens mówi: „Patrzcie jak mało jednak bieda przygnębia Cratchitsów“. Pozatem Dickens uwydatniał bezsprzecznie u biedaków pewne znamienne cechy. Nieco dalej będziemy roztrząsać prawdziwość jego opisów. Tu wystarczy jeśli stwierdzimy na zakończenie naszej analizy reformatora optymisty, że Dickens z pewnością był optymistą i stawiał sobie za zadanie kłaść nacisk na szczęście, jakie może istnieć w życiu ubo-