Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dziom. Lecz wymagania nasze względem człowieka, którego fantazja wymyśla i tworzy ludzi są inne. Czego innego żądamy od artysty, od człowieka, który nie podejmuje ludzi u siebie, ale raczej wysyła ich w świat.
Zaznaczę za chwilę, kiedy mówić będę o łotrach Dickensa, że jest nieprawdą aby Dickens wszystkich gościnnie przyjmował. Lecz ugaszczał wiele nieciekawych osobistości; przyjmował gościnnie wszystkich, którzy byli kiedykolwiek nieszczęśliwi. Rozumiał jak wiele znaczy dla takich ludzi każda drobna przyjemność i to było szlachetną przyczyną jego postępowania. Wiedział dobrze że największe szczęście, którego ludzie zaznali od czasu Edenu, to szczęście nieszczęśliwych. I w tem jest godny podziwu. Stoi u szczytu, kiedy opisuje zachwyt biedaków graniczący z jednej strony z bólem, a z drugiej z radością. Żaden opis ludzkich rozkoszy, żaden raj ziemski, żadna utopja, nie stoi tak blisko istoty szczęścia, jak jego opisy rzadkich ekstrawagancji biedaków; jak naprzykład wspaniały opis Kita Nubblesa, który zabiera swą rodzinę do teatru. Dickens uchwycił prawdziwe źródło przyjemności — Boży strach. Kit każe kelnerowi przynieść piwa, a kelner zamiast odpowiedzieć: „Jak pan śmie zwracać się do mnie w ten sposób?“ powiada: „Kufel piwa? słucham pana“. Owa wewnętrzna drżąca pokora Kita jest jedynym sposobem używania życia lub biesiady; a strach przed służącym jest początkiem rozkoszowania się ucztą.