Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się nieomal nadnaturalnym, jak Bottom, tkacz. Zagadką jest dla nas tajemnicza nić sympatji między wróżkami a głupcami. Rozumiemy okultyzm religijny, okultyzm demoniczny, okultyzm tragiczny, lecz humorystyczny okultyzm przechodzi zakres naszej wyobraźni. A jednak okultyzm humorystyczny, to cała treść „Snu nocy letniej“, a także i „Dzwonów wigilijnych“. Chcąc to należycie ocenić, należy sobie uświadomić, że wesołość — to nie prosty stan fizyczny, lecz fakt mistyczny; że może być niezmierzoną jak smutek; że od żartu mogą runąć niebiosa, że coś może się stać boskiem, będąc bezsensownem do absurdu. Wszak śmieszność od wzniosłości dzieli jeden krok.
Dickens był wielkim, gdyż przejął się do przesytu temi zasadami; ażeby go zrozumieć, należy mieć o nich przynajmniej przybliżone pojęcie. Musimy odczuć starodawną bezmierną wesołość i wiarę w ludzi, choć na tyle, aby móc znieść przesadne jej przedstawienie. A Dickens przesadza. Wyolbrzymiając wesołość, stwarza postacie nieprawdopodobne; wyolbrzymiając wiarę w człowieka, wpada w sentymentalizm wcale nie przekonywujący. Jurna wesołość rewolucji ma swój wyraz w niewiarogodnem epitafium w Sapsea, a wiara rewolucji w ludzi dochodzi aż do skruchy Dombeya. Dickens stanowi wdzięczne pole do drwin. Jeśli się nie odczuwa jego wielkości, wyda się łatwo ordynarnym, a kto nie chce śmiać się z nim razem — uśmieje się z niego.