Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


odmawiał jej prawdziwym buntownikom. Lecz dla nas punktem ciężkości jest sympatja Scotta do ludu oparta na poważnej podstawie — na poczuciu ponurej ludzkiej godności. „Czy nie możesz odnaleźć drogi?“ pyta żebraka Sir Artur Wardour, kiedy obaj zostali odcięci przez przypływ. „Dam ci folwark... zrobię cię bogaczem“. „Nasze bogactwa niebawem się zrównają“ odpowiada żebrak, patrząc na nadpływające morze.
Zatrzymałem się na tej dodatniej właściwości Scotta, ponieważ jest to przykład, który najlepiej podkreśla jedyną słabą stronę Dickensa. Dickens miał mało, albo też nie miał wcale, poczucia utajonej wzniosłości każdego człowieka. Poczucie demokratyczne Dickensa było zupełnie innego gatunku; opierało się na drugiej podstawie, o której mówiłem; opierało się na poczuciu, że wszyscy ludzie są niezwykle zajmujący i różnorodni. Skoro bohater Dickensa zaczyna się zapalać staje się coraz więcej sobą. Nie tak jak żebrak Scotta, który nabiera coraz więcej cech ludzkich w miarę jak się podnieca. Gdy bohater Dickensa się unosi, staje się coraz większą groteską, coraz dziwaczniejszą chimerą. Nie tak jak dobry mówca u Scotta, który nabiera cech klasycznych w miarę jak się zapala, i staje się wyobrazicielem człowieczeństwa w miarę jak się pogłębia. Twierdzenie to można oświetlić zapomocą odpowiedniego przykładu. Dickens ukazywał nam wielokrotnie swoich dziwacznych albo ubogich bohaterów w ciągu poważnego przesilenia, albo też