Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kie czasy“, potrąca nieoczekiwanie o strunę surowości. Bohaterowie są oczywiście przesadzeni, lecz są przesadzeni w sposób gorzki i rozważny; niema tam dawnego nieświadomego zacięcia „Mikołaja Nickleby“, lub „Marcina Chuzzlewita“. Dickens przesadza Bounderbyego, bo go prawdziwie nienawidzi. Przesadzał Pecksniffa, bo go prawdziwie kochał. „Ciężkie czasy“ nie są jednem z najświetniejszych dzieł Dickensa; lecz są może, w pewnem znaczeniu, jednym z największych pomników jego sławy. Dzieło to stwierdza i przypomina jak prawdziwie Dickens odczuwał wiele rzeczy; wówczas uważano to za niefilozoficzne zrzędzenie, lecz od tego czasu owe rzeczy wyrosły na olbrzymie zjawisko filozofji socjalistycznej. Byłoby dziką przesadą nazywać Dickensa socjalistą; lecz prawdę i osobliwość jego zapatrywań można wyrazić w następujący sposób: gdy wszyscy byli przekonani, że liberalizm jest równoznaczny z indywidualizmem, Dickens był ściśle określonym liberałem i ściśle określonym anti-indywidualistą. Albo można to jeszcze jaśniej określić: Dickens zauważył, że istnieje tajemnicza rzecz zwana ludzkością, do której i krańcowy socjalizm i krańcowy indywidualizm odnoszą się z głęboką i niewypowiedzianą obojętnością i że owa niezmienna i wszechmocna ludzkość jest rzeczą, którą on przypadkowo rozumie. Dickens wiedział, że indywidualizm i anti-indywidualizm są niczem innem jak tylko narzędziem do przewodzenia nad ludźmi. Czuł, co powinien od-