Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uwagę na nowy przykład nieporozumienia, z powodu którego Dickens wyobrażał sobie, że podnosi teraźniejszość kosztem przeszłości, podczas gdy w rzeczywistości zadawał śmiertelne ciosy rzeczom ściśle teraźniejszem. W tej samej książce znajduje się niepotrzebna zresztą rozmowa, między Trotty Veckiem a dzwonami kościelnemi, w którym te ostatnie karcą Vecka, za to iż myślał (nie wiem dlaczego), że dzwony wyrażają żal za minionem średniowieczem. Nie ma powodu aby Trotty Veck, lub ktokolwiek inny, idealizował średnie wieki; lecz był on z pewnością ostatnim człowiekiem na świecie powołanym do idealizowania dziewiętnastego stulecia, zważywszy że wymuskana i skąpa filozofja, która zatruwała mu życie przez całą książkę, była wyłącznym tworem tego wieku. Lecz, jak już mówiłem, najbardziej zapalony badacz średniowiecza może wybaczyć Dickensowi jego antypatję do dobrych rzeczy, które średniowiecze ze sobą zabrało, ze względu na jego miłość do wszelkich dobrych rzeczy, które nam średniowiecze pozostawiło. Małe ma znaczenie jego nienawiść do dawnych feodalnych zamków, które były już wówczas stare. Wielkie zaś znaczenie ma jego nienawiść do „Nowego prawa o biednych“, które było wówczas nowe.
Morał tej sprawy jest w „Dzwonach“ zasadniczy. Dickens sympatyzował z biedakami, w greckiem i dosłownem znaczeniu; cierpiał z nimi duchowo, gdyż rzeczy które ich gniewały, gniewały