Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


itość i wszystkie barwy oglądał bystremi oczami biedaków. Tym sposobem odczuwając więcej ulicę, niż zawiłe zagadnienia kontynentu, wykazywał niewątpliwie połączenie zdrowego rozsądku z niezwykłą wrażliwością, o czem zresztą już mówiliśmy. Gdyż powinniśmy jeździć zagranicę właśnie dla ulic i sklepów, dla okryć i kapeluszy; są one dużo bardziej godne widzenia niż zamki, i katedry, i rzymskie obozy. Dziwy tego świata są wszędzie jednakie, przynajmniej w Europie: zamki, które rzucają cień na doliny, katedry, które dotykają niebios, drogi tak dawne, że zdają się być dziełem bogów, to są rzeczy, które znajdujemy we wszystkich krajach chrześcijańskich. Cuda ludzkie stoją przed naszemi drzwiami. Rolnik, który gracuje rzepę w hrabstwie Sussex, może doskonale wiedzieć, że rzymskie drogi są kośćmi Europy. Urzędnik, który zamieszkał w Lambeth, może być dokładnie poinformowany, że sztuka chrześcijańska rozwijała się wspaniale w trzynastym wieku; po drugiej stronie rzeki może oglądać żywe kamienie średniowiecza piętrzące się ku gwiazdom. Lecz właśnie tem co uderza podróżnika jako rzecz niezwykła, są rzeczy zwykłe: jedzenie, ubranie, powozy; rzeczy niezwykłe są kosmopolityczne, rzeczy zwykłe są narodowe i odrębne. Kolońska wieża opiera się na takich samych sklepieniach jak wieża w Canterbury, lecz rzecz, której poza Niemcami zobaczyć nie można, to ogródek niemieckiej piwiarni. Francuz nie potrzebuje oglądać opactwa