Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spektywy w świecie duchowym stałoby w jaskrawej sprzeczności z temże prawem w świecie fizycznym; postacie zwiększałyby się w miarę oddalenia. Jest to teorja, której przeczą przykłady. Nie dlatego brak nam ludzi wielkich, abyśmy ich wśród siebie nie szukali, przeciwnie, często dni całe na poszukiwaniach nam upływają. Nie jesteśmy też z gatunku tych, którzy kamienują swych proroków, a zostawiają potomności trud budowania im grobowców. Gdyby świat zechciał wydać wymarzonego przez nas proroka, uroczystego, wszechstronnego badacza, nie byłoby większego dla nas szczęścia nad zbudowanie mu grobowca; w gorliwości swej posunęlibyśmy się może do pochowania go żywcem. Fałszem jest również twierdzenie, że wielkość ludzi epoki wiktorjańskiej przez współczesnych uznaną nie była. Wielu od początku wielkość ich uznawało. Karolina Bronte ochrzciła Thackeraya tą bohaterską nazwą. Ruskin stosował ją do Carlyle’a. Dickens uchodził za człowieka wielkiego, (od pierwszych dni swojej sławy) wśród pewnego odłamu literackiego, do którego sam zresztą należał.
W odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego niema dziś ludzi wielkich?“ podajemy mnóstwo przyczyn: reklamiarstwo, palenie tytoniu, upadek religji, upadek rolnictwa, wzrost filantropji, upadek filantropji, niedostateczny rozwój oświaty, zgubne rozpowszechnienie oświaty; to wszystko przytaczamy jako powód. Podaję własny mój pogląd na tę sprawę nie dla jego istotnej wartości, lecz dlatego, że