Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ludzi prawie już nie pozostało... Nikomu nie można ufać... Wszystkie nazwiska przybrane.. fałszywe... Dokumenty łżą. Łżą oczy i języki... Wszystko splugawione, zepsute przez bolszewizm... Przed przyjściem pana kazałem zarąbać pułkownika Filipowa... Dowodził mi, że jest przedstawicielem białej organizacji oficerskiej... Zrewidowano go i znaleziono za podszewką kurtki sowiecki tajny alfabet... Gdy Wesełowskij wzniósł szablę, Filipow... Do djabła!... Tak się wżarła w ludzi przeklęta dyscyplina komunistyczna... Filipow w obliczu śmierci krzyknął: „Za co zabijacie mnie, towarzyszu kapitanie?!“ Nikomu nie wolno ufać! Nikomu!...
Urwał. Milczałem, nie ruszając się z miejsca.
— Przepraszam pana z całego serca! — zaczął znowu baron. — Obraziłem pana ciężko... Pojmuję... pojmuję... Lecz jam nietylko człowiek, jam — wódz... Na mojej głowie tyle istnień... tyle trosk... i smutku...
W głosie jego posłyszałem szczerość i rozpacz.
Znowu wyciągnął ku mnie rękę, i uczułem nerwowy uścisk małej, silnej dłoni.
Zapanowało milczenie. Przerwałem je zapytaniem:
— Co generał rozkaże mi czynić obecnie, gdyż nie posiadam ani fałszywych, ani prawdziwych dokumentów? Znają mię jednak niektó-