Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 02 - Przez kraj szatana.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bych płomienną wymową, przepowiedniami i cudami...
Kałmuk, ściskając mi rękę i uśmiechając się chytrze, rzekł przyciszonym głosem:
— Urzędnikom chińskim niech pan nic o mnie nie wspomina...
Obiecałem mu dochować tajemnicy.
Tuszegun odszedł ze mną nabok i w zamyśleniu zaczął mówić:
— To, co pan wczoraj widział w jurcie, jest drobnem doświadczeniem magicznem. Europejczycy nie chcą wierzyć, że wiedza tajemnicza kwitnie wśród nas — dzieci natury, koczujących wśród jej objawów, wśród jej sił potężnych. O, gdybyś pan widział cuda i siłę świętobliwego mędrca Taszi-Lamy, który rozkazuje lampom i świecznikom w świątyniach zapalać się przed starym Buddhą, ciężkim drzwiom świątyń otwierać się i zamykać, i z którym głosami ludzkiemi rozmawiają figury i obrazy bogów! Istnieje jeszcze potężniejszy człowiek, lecz jest on w innym świecie...
Przypomniałem sobie odrazu szczelinę górską koło Arszanów, w kotlinie Nogan-Kul, wychodzącą z niej parę siarkową i napis runiczny: