Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


brat strzelił i nabój przeleciał nademną nie zraniwszy mię tylko dlatego, że uchroniła mię wysoka grzęda...
Gdy Rasputin wysłuchał mię, rzekł:
— Strzeż się małej ulicy, gdzie stoi czerwony dom o dwóch wieżach. Pamiętaj o tem, a teraz idź sobie.
Nie wiem czy skorzystał Izmajłow z przestrogi Rasputina, czy nie. Nie mam żadnej wiadomości o nim, pozostał w Sowieckiej Rosji i mógł z łatwością zginąć w jej krwawym wirze.
Alfred Rodé, właściciel słynnej „Willi Rodé“, i paru oficerów byłej carskiej gwardji opowiadali mi o orgjach, urządzanych przez Rasputina, o ich wyuzdaniu, cynizmie i grubiaństwie. Często pozwalał sobie obrażać biesiadników, wyśmiewać ich przekonania i sposób zachowania się. Pewnego razu, chełpiąc się bliskim stosunkiem do dworu Carskiego, pokazał wyszytą jedwabiem koszulę i zawołał ze śmiechem i urąganiem:
— To „Saszka“[1] wyszywała.

Wybuchnął straszny skandal. Jeden z oficerów gwardji rzucił się na Rasputina i rozpoczęła się bójka, w której oficer butelką zranił „bożego człowieka“ w głowę.

  1. Pogardliwe, skrócone imię Aleksandra, jakie nosiła carowa.