Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W innych okolicznościach te słowa panienki poruszyłyby serce chłopaka do żywego, teraz jednak prawie nie zwrócił na nie uwagi.
Stał zamyślony i poważny. Wreszcie się odezwał.
— Nie trzeba się smucić! Należy cieszyć się, że naród zamierza zrzucić jarzmo!...
Pomyślał chwilkę i szepnął:
— A ja nic nie zapomnę!...
Odchodząc, żegnał pannę Juljannę i sędziwą generałową bardzo serdecznie, lecz miał surowy wyraz oczu, zaciśnięte wargi i zacięty wyraz twarzy.
Szedł przez miasto nieczuły na trzaskający mróz i skrzypiący pod nogami śnieg. Myśli gorące i szalone kotłowały się w młodej głowie i powolnie, jak wzburzone morze, układały się niezłomne postanowienie.
W korpusie już też wiedziano o wybuchającem w Polsce powstaniu. Jakiemiś nieznanemi szczelinami przesączały się wieści, stanowiące tymczasem tajemnicę państwową. Były one niepomyślne dla Rosji, a, przechodząc z ust do ust, wyolbrzymione do rozmiarów klęski, zdradzały utajoną radość z powodu nowych trudności dla znienawidzonego cara i rządu.
W Petersburgu opowiadano sobie w tajemnicy, że wielki książę w przebraniu kobiecem ukrył się przed zamachowcami w apartamentach swej żony, a później zbiegł do koszar pod obronę gubernatora Warszawy, generała Lewickiego; śmiano się z ucieczki starego rozpustnika i szpiega, Nowosilcowa, który tak był