Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzek; śpiewała głosami jaskółek i słowików, groziła kwileniem jastrzębi i skwirem kań.
Naród pochylił głowę, lecz wyprężył kark i ramiona mocarne.
Śpiewając pokryjomu o wojence, miecz przekuwał na pług, a uśmiechał się pod wąsem, myśląc, iż stal lemiesza twarda jest i ostra, a starta o piachy i ziemię polską błyska ni to klinga dobrego pałasza.
Do innej pracy, cichej i żmudnej, stanęli ludziska.
Cisza zaległa Polskę od kresu do kresu; nawet skarg i jęków nie słyszał ciemiężca i kat, a nie rozumiał, że cisza ta jest zwiastunem burzy, która wzbiera powoli, a ogarnia cały kraj....
Niech — ino piorun uderzy, ten — pierwszy, jeszcze daleki, blady, a rozszaleje burza, rozigra się, ryknie gniewem, rzygać pocznie ogniem błyskawic, siec, walić, kruszyć....
Wyglądano tego piorunu, wyglądano długo, bardzo długo....
Ku niebu zachmurzonemu biegły oczy pozostałych w kraju i tych, którzy w tęsknicy wlekli dni smutne na wygnaniu, a jeszcze bardziej tych, których nawałnica powstania rzuciła daleko..... daleko — na poniewierkę, na mękę, na śmierć.
O tych nikt po upadku powstania nie myślał.
Były to bowiem drzazgi, odłupane siekierą od pnia ojczystego, drobne ziarnka piasku, porwane przez wicher, ofiary nieraz bezimienne, schodzące do grobu za numerem kolejnym....