Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




Rozdział XVII.
Na dalekich szlakach.

Powstanie umarło.
Ci, którzy bohatersko podnieśli je i natchnęli żywą płomienną wiarą, — nieopatrznie oddali sprawę powstania narodu i wojnę o wolność w ręce ludzi niezdolnych podołać wzniosłemu zadaniu dziejowemu, ludzi, którzy w duszach swych nie mieli ani porywu rewolucyjnego, ani też wiary w zwycięstwo, a przeto wiary tej obudzić w umysłach innych nie potrafili.
Powstanie umarło, zgasło, jak płomyk, paliwem nie podsycany.
Dembiński poszedł w ślady Skrzyneckiego i został strącony przez Krukowieckiego.
Nowy wódz źle bronił serca Polski, bo o skutecznej obronie Warszawy wcale nie myślał. Na nic się zdało bohaterstwo i ofiarność wiernych synów ojczyzny na wałach Woli.
Armja polska, zdemoralizowana, oburzona, zatruta podejrzliwością i nieufnością, cofała się do granic państwa i w ponurem milczeniu za kordonem składała broń, którą twórcy powstania wyostrzyli na wroga i błogosławili na zwycięstwo i sławę.