Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie spadkobiercą jesteś, lecz prawnym dziedzicem majątku Fersena. Słuchaj uważnie i staraj się zrozumieć, bo ci łaska carska w głowie przewróciła. Twój ojciec, Ignacy Lis, dostał się do niewoli razem z Kościuszką i podczas ucieczki z więzienia został zabity. Matce odebrano majątek i wypędzono wraz z tobą na cztery wiatry. Co się stało z matką twoją — ojciec mój nie wie. Opowiedział mi tylko, że stary Fersen znalazł ciebie przy drodze i kazał wychowywać w czeladnej, a potem posłał do naszego sierocińca. To i wszystko!
Lis chodził, założywszy ręce wtył, i myślał.
Gdy kolega umilkł, zwrócił ku niemu wzruszoną twarz i szepnął:
— Przysięgnij na Trójcę Świętą, że mówiłeś prawdę!
— Przysięgam na Boga i na Trójcę Świętą! — uroczystym głosem odpowiedział Fedorczuk i zamaszyście trzykrotnie się przeżegnał.
— Czy ojciec twój nic nie mówił o moim ojcu? — spytał Lis.
— Mówił, że był to sprawiedliwy, szlachetny i odważny pan, a matkę twoją nazywał świętą niewiastą — dobrą i miłosierną dla wszystkich — rzekł Fedorczuk.
Zapanowało milczenie.
— Dlaczego nazwałeś mnie bydlęciem? — cichym głosem zapytał Lis.
Piegowaty kadet zacisnął wargi i długo się nie odzywał. Wreszcie szepnął: